W zeszłym tygodniu mój stracił pracę, na początku było ok, powiedziałam sobie, znajdzie lepszą pracę, minął już tydzień a ja załapałam masakrycznego doła. Jeśli mój szybko nie znajdzie pracy nie wiem co będzie. Kredyt na mieszkanie, opłaty, lekarz, wyżywienie i dziecko w drodze. Chodzę dzisiaj cały czas płaczę, w nocy nie mogłam soać, też wstawałam i popłakiwałam, chowałam się, żeby mój narzeczony tego nie widział, bo nie chcę, żęby myślał, że w niego wątpię, bo tak w cale nie jest. Ale tak samo jak i jemu jest mi cięzko teraz,a z dnia na dzień coraz ciężej z tą myślą. Ciągle się modlę do Boga, aby pomógł mu znaleźć pracę, nawet za mniejsze pieniądze, które miał w poprzedniej pracy, ale żeby miał tą pracę. Nie mamy żadnych oszczędności bo wszystkie oszczędności władowaliśmy w zrobienie mieszkania.
Mimo wszystko nie tracę nadzieji i wiary. Wierzę, że będzie wszystko dobrze, musi być - cały czas sobie to tłumaczę, przecież mój narzeczony pracował w 3 bankach przez parę lat i na samych wyższych stanowiskach, do tego jest naprawdę dobry w tym co robił.
Musi być dobrze...
Też przechodziłam podobą sytuację na początku ciąży, wyszliśmy na prostą, udało się znaleźć pracę. Twojemu też się na uda!!! Bądźcie dobrej myśli - trzeba uzbroić się w cierpliwość i szukać wieloma ścieżkami. Powodzenia i zdrówka życzę!
Będzie dobrze! Mój mąż zrezygnował z pracy na 2 miesiące przed porodem! W domu był remont, zaciągnięty kredyt a jego pracodawca niewypłacalny! Też się nastresowałam, gdzieś z tyłu głowy miałam pewność, że z takim CV musi znaleźć pracę, po prostu musi! No i znalazł, po miesiacu poszukiwań i kilku rozmowach kwalifikacyjnych. Tak że głowa do góry!
Dziękuję Wam Dziewczynki Kochane za wsparcie! Pozdrawiam
Trzymam kciuki by wszystko się ułożoło po Twojej myśli :)
|
|