Chcialabym zaprosic do mojego klubu wszystkie mlode mamusie majace juz swoje pociechy lub oczekujace na nie;-) mam nadzieje ze wam sie spodoba i wspolnie bedziemy mogly wymieniac poglady i doswiadczenia i wspierac sie;-)
Mam 20 lat i jestem mamą prawie 4miesięcznego Maksia :) Moge się pochwalić, chociaż dla niektórych to nie powód do chwalenia się, że mój synek urodził sie ważąc 4680g i mierząc 59 cm. Był bardzo leniwy bo na świat przyszedł równo 2 tyg po terminie :) Jest on naszym oczkiem w głowie :)
Yyyy ja chyba też jestem młoda Mamusia,a raczej nią zostanę.Jestem w 5-6tygodniu.Jestem poza granicami Naszego kraju więc tutaj to wygląda inaczej :)Choc mam 20 lat to palnowałam swojego Bobaska:)I ciesze się bardzo że udało mi sie tak szybko.I nie obchodzi mnie zdanie innych że jestem za młoda czy możeże dziecko to obowiązki i wyrzeczenia.Mój Chłopak sie cieszy razem ze mną.Już nawet palanuje do jakiej szkoły pośle Naszą kruszynkę.Na początku towarzyszły mi strach jak test wyszedł pozytywnie...Bałam sie Go pokazac chłopakowi,bo nie wiedziałam jaka będzie jego reakcjia.Oboje jesteśmy młodzi,i się od siebie róznimy trochę.Okazało sie że nie mam się czego bac.Cieszy się bardzo że zostanie tatą,choc troche boi:)To chyba jak każdy...Ale Mamy nadzieje że będzie dobrze.!:)
Ja w lipcu kończę 22 lata! W październiku pojawi się moje maleństwo :) Z narzeczonym nie możemy się wprost doczekać :) Pozdrawiam wszystkie młode mamusie i przyszłe mamusie ;)
Witam, chciałabym się dowiedzieć jak wyglądały Wasze pierwsze wizyty u gina... Ile musiałyście czekać itp. Ja rejestrowałam się kmoże jakiś tydzień po tym, jak spożniał mi się okres, oczywiście w między czasie robiłam testy, oczywiście pozytywne :P . No i moja pierwsza wizyta miała nastąpić za ponad miesiąc... Troszkę to mnie przeraziło, bo już kiedyś byłam w ciąży... nikt mnie nie chciał przyjąć jak najszybciej.. i też czekałam ponad miesiąc, ale niestety na wizytę udałam się już sama, bez dzidzi :( . Mój chłopak mnie uspokajał że nie mam się denerwować, że bedzie ok. No to ja z niecierpliwością czekałam, odliczałam dni.. Aż w końcu nastał dzień wizyty. Bałam się ale też cieszyłam.. I wiecie co? wyszłam z ogromnym płaczem.. Pani Gin.na dziendobry,gdy już się dowiedziała czemu to się zjawiłam, skomentowała " taka ładna, młoda dziewczyna i już..." . Hmm, w tym roku kończę 21 lat... no może stara nie jestem, ale też nie gówniara.. Zapytała kiedy była ostatnia mięsiączka i takie tam. Wyliczyła że no jestem w 9 tyg, ( choć ja prędzej wyliczyłam że byłby to 10). No i zaczęło się badanie, najpierw na samolociku.. Ja trochę zdenerwowana, co chyba normalne, a ona na mnie z krzykiem że nie mam się spinać, że mam się tu posunąć, itp itd. poźniej usg.. Zero jakiejś rozmowy, że jest dzidzia, ze zdrow, że tu ma to, czy tamto. Tylko nagle zaczyna mnie wyzywać od oszustek, że wg zdjęcia to 13 tydz.i że ściemniam, żeby tylko dostać becika. a ja jej mówie że nie, że nie zależy mi na tym, zresztą po co miałabym kłamać skoro komputer wykryje wszystko. i wtedy już były ciągle narzekania, że nie mam grupy krwi, że to tamto, .. naprawde o kazdy szczegół. jak wyszłam to sie popłakałam.. Przecież ja wiem doskonale kiedy ten okres dostałam, i kiedy doszło do zapłodnienia,(mogłabym jej nawet podać dokładną datę) przecież wiatropylna nie jestem.. na dodatek, badania które mi pani doktor zaleciła, część była na nfz a część z własnej kieszeni musiałam wykładać.. to było bad. na grupe krwi, toksoplazmoe i hcv. to pani która mnie przyjmowała powiedziała że na to powinnam mieć skierowanie... a tak zapłaciłam 118zł. .. Dodam jeszcze że w domu analizowałam zdjęcie mojej dzidzi i w rogu, tak mi się wydaję był podany wymiar maleństwa, było napisane 26 mm... - no to to chyba nie jest akurat wymiar na 13tyg... tylko akurat na 10. chciałam zmienić lekarza, ale no znowu czekałabym na wizyte nie wiadomo ile, no a na prywatną nie mam zbytnio pieniedzy.. mam nadzieje ze juz nastepnym razem pani doktor bedzie miala lepszy humor... bo naprawde inaczej sobie wyobrazalam moja pierwsza wizyte u gin z dzieciatkiem w brzuszku...