komentuję artykuł z Onetu pt. "Mleczny interes matek" dotyczący banków mleka kobiecego.
Najpierw kilka słów o samym artykule, napisanym - nota bene przez mężczyznę - w sposób wartki i ciekawy, jednak z paroma uchybieniami merytorycznymi - widać niepewność w poruszaniu się po tematyce laktacji nadrabianą zręcznym warsztatem dziennikarskim ;-)
Przede wszystkim zwraca uwagę traktowanie mleka kobiecego jako jedynego pokarmu dla niemowląt pomagającego "przybierać na wadze" i "odzyskiwać siły", co jest w artykule wielokrotnie podkreślane (np. "położne doradziły Monice, żeby postarała się o naturalne mleko dzięki któremu córka będzie szybciej rosła i prędzej odzyska siły"). A akurat w temacie przybierania na wadze zdecydowanym prowodyrem jest mleko modyfikowane ze względu na dużo większą od naturalnego kaloryczność. Istnieją nawet osobne siatki centylowe dla dzieci karmionych wyłącznie mlekiem matki, gdyż często przybierają na wadze dużo wolniej niż dzieci karmione mieszankami.
Tak więc autor artykułu zamiast powracać w kółko do argumentu przybierania na wadze, powinien powoływać się raczej na lekkostrawność pokarmu kobiecego, niedojrzałość układu pokarmowego wcześniaka itd, bo to są jak sądzę dużo lepsze argumenty za podawaniem wcześniakowi mleka naturalnego.
Nie bardzo też wiem, czemu służy cytat położnej "z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem", bo jej słowa chyba raczej podważają ideę banków mleka. "Niewiele matek wie, że noworodkowi w początkowej fazie wystarczy tylko osiem kropel pokarmu, żeby nasycić głód. Ważniejsze dla niego jest bliskość z matką, więź emocjonalna" - mówi. Można wywnioskować, że bank mleka niepotrzebny, bo liczy się więź, nie samo mleko, którego może być bardzo mało i też wystarczy.
"Podczas krótkiej rozmowy Kwiecińska kilka razy powtarza, że butelka nigdy nie zastąpi bliskości z matką podczas ssania piersi." A bank mleka = podawanie pokarmu inną metodą niż przy pomocy piersi, często właśnie butelką.
"Jej zdaniem brak pokarmu u większości kobiet to efekt stresu i mentalności, a nie rzeczywistych problemów z wytwarzaniem pokarmu." Tutaj już zwróciła uwagę czytelniczka bloga pod poprzednią notką - czy stres nie jest realnym problemem? Ja zapytam od siebie mając na myśli "promocję" karmienia piersią w polskim wydaniu - jak nie odczuwać stresu związanego z karmieniem piersią, skoro presja jest wręcz gigantyczna, a groźba okrzyknięcia "wyrodną matką" w przypadku braku powodzenia niemal pewna?
A jeśli chodzi o same banki mleka, uważam, że w przypadku wcześniaka podanie pokarmu naturalnego pochodzącego nawet od innej kobiety na pewno ma sens. Główne ze względu na niedojrzały jeszcze układ pokarmowy przedwcześnie narodzonego dziecka. Inna sprawa, że istnieją także specjalne mleka modyfikowane stworzone właśnie z myślą o wcześniakach, np. PreNan, Bebilon Nenatal, Enfamil dla wcześniaków.
Uważam też, że gdyby wszystko, co mówi się o karmieniu piersią było prawdą, banki mleka kobiecego działałyby w każdym większym mieście. Gdyby dzieci karmione mlekiem modyfikowanym faktycznie były słabe, chorowite i gorzej się rozwijały, rządy państw zrobiłyby wszystko, żeby zapewnić każdemu obywatelowi porcję mleka matki. Jednak jak pokazują doniesienia naukowe i obserwacja życia codziennego - nie ma praktycznie żadnych różnic między dziećmi karmionymi naturalnie i sztucznie, zatem bankami mleka nikt zbytnio nie zawraca sobie głowy. 160 banków na całym świecie to bardzo mało ("podbijanie świata" to chyba przesada w przypadku takiej ilości w skali globalnej).
Choć sama idea banków mleka jest bardzo wzniosła i szlachetna (matki pomagają sobie nawzajem ofiarując swój pokarm), to jest to przedsięwzięcie niezwykle kosztowne w utrzymaniu. Pierwszy rok funkcjonowania to koszt około miliona złotych, a wymierne korzyści praktycznie żadne. Jedną z przyczyn zamknięcia w latach 90-tych ostatniego w Polsce banku mleka było "kiepskie nastawienie lekarzy, co do tego typu rozwiązania".
Można powiedzieć, że bank mleka to rodzaj ekskluzywnej fanaberii, bo pomijając pojedyncze problematyczne przypadki, zdecydowana większość dzieci będzie się świetnie rozwijać na mleku modyfikowanym. Także tu chodzi bardziej o ideę niż o konieczność, ale moda na wszystko, co "eko" rozwija się ostatnio bardzo intensywnie, więc na pewno znaleźliby się rodzice, którzy woleliby podać dziecku mleko innej kobiety zamiast modyfikowanego dla samej zasady.
Czy w Polsce powstanie bank mleka? Może w lepszych ekonomicznie czasach i w bogatszym kraju szanse były większe.
|
|